FAQ Zaloguj
Szukaj Profil
Użytkownicy Grupy
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
Rejestracja
Skradający się Wilk - przepowiednie Apacza
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Forum www.ufoinfo.fora.pl Strona Główna » Przepowiednie » Skradający się Wilk - przepowiednie Apacza
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Pele
Administrator



Dołączył: 10 Lut 2008
Posty: 1040
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: mój wyimaginowany świat

 Post Wysłany: Pon 15:43, 11 Lut 2008    Temat postu: Skradający się Wilk - przepowiednie Apacza

Z góry ostrzegam, że nie jest to news. Aczkolwiek przepowiednie Apacza są bardzo interesujące. Zachęcam do przeczytania i dyskusji.

Tom Brown, "The Quest". Artykuł ukazał się w magazynie Nexus, Vol. 7, #1
Znalezione na: Serwis NPN

Wielu ludzi potrafi przewidywać przyszłość, ale niewielu jest w stanie określić czasowe ramy swych wizji. „Dziadek” a w rzeczywistości Skradający się Wilk był pustelnikiem z plemienia Apaczów, który dorastał w świecie pozbawionym białych ludzi. Wiele z jego przepowiedni sprawdziło się nie tylko, co do ich treści, ale także zapowiadanego czasu.

Tom Brown, Jr od czasu swego pierwszego spotkania z Dziadkiem w wieku 7 lat nauczył się wiele. Nauka ta trwała przez wiele lat. Skradający się Wilk był w rzeczywistości prawdziwym dziadkiem najlepszego przyjaciela Toma, Ricka. Artykuł ten to fragment książki Toma Browna pt. „The Quest" mówiący o przepowiedniach Dziadka dla ludzkości.

NOC CZTERECH PROROCTW

Patrząc w przeszłość uświadamiam sobie, że proroctwa Dziadka, jak nic innego, miały wpływ na moje życie. Ich zadaniem w tamtym czasie nie było tylko to, aby mnie straszyć, ale też by zmusić to refleksji. Całe spotęgowane przerażenie spadło na mnie dopiero wtedy, kiedy jego przepowiednie zaczęły się wypełniać.

Przepowiednie Dziadka miały większą sprawdzalność niż wizje innych jasnowidzów, proroków czy religijnych przywódców, z jakimi się spotkałem. Ponadto stawały się one rzeczywistością dokładnie w tym samym czasie, który on wskazał. Z tego powodu przez całe życie odczuwałem ich ciężar.

Dziadek przewidywał przyszłość z wielką trafnością. Mógł powiedzieć nam nie tylko o tym, co stanie się w następnej chwili, dniu, tygodniu czy roku, ale także o wydarzeniach, które będą mieć miejsce w następnych dekadach i wiekach. Już wcześnie zacząłem spisywać dokładnie jego przepowiednie razem z poradami na temat sztuki przetrwania, tropienia zwierzyny oraz rozmyślaniami o Duchu. Dziadek przewidział też wiele rzeczy w mym życiu osobistym. Wraz ze listą mniejszych przepowiedni istnieje także lista 103 większych, z których do dziś aż 65 stało się rzeczywistością nie tylko w zapowiedzianym czasie i miejscu, ale i wyznaczonej przez niego kolejności.

Dziadek mówi, iż nie ma jednej przyszłości – jest ich wiele. „Teraz” jest jak dłoń, zaś każdy palec to jedna z możliwych „przyszłości”, wśród których jedna góruje nad resztą i ustala kurs tego, w czym wszystkim nam przychodzi żyć. Z tego też powodu jego przepowiednie odnoszą się do „możliwej przyszłości”.

- Jeśli człowiek dokonywałby właściwych wyborów, mógłby znacznie zmienić kurs możliwej przyszłości – mówił. Nikt spośród ludzi nie powinien się czuć bezużyteczny, nic nie znaczący, gdyż nawet jeden człowiek może zmienić świadomość ludzkiego rodzaju przez kierującego wszystkimi rzeczami Ducha. Mówiąc krótko, jedna myśl wpływa na drugą i jeszcze następną, dopóki myśl nie manifestuje. To ta sama myśl, jednaka siła, która powoduje, że całe stado ptaków zmienia w locie swój kurs, gdyż posiada wówczas jeden rozum.

Wśród większych i mniejszych proroctw danych przez Dziadka, istnieją cztery, które górują nad pozostałymi. Czwórka ta mówi o zniszczeniu człowieka i życia na planecie w takiej formie, jaką znamy. Dziadek mówił jednak, iż wciąż mamy możliwość zmiany wielu rzeczy, ponieważ wypełniły się dopiero dwa z nich. Po trzecim nie będzie już odwrotu.

Dwa z tych proroctw już się wypełniły. Żyjemy w niebezpiecznych czasach. Szerzy się destrukcja a jedynym sposobem, aby umknąć przez nieuniknioną przyszłością jest ciężka praca w kierunku zmian. To, co czuje teraz jest bezpośrednim skutkiem wypełnienia się drugiego z proroctw. Z tego powodu uczę, czasem desperacko, i wciąż mam w głowie to, że nasz czas ucieka szybko.

Powinienem był pracować ciężej już wcześniej, ale poruszyło mnie dopiero głębokie przesłanie Apacza. Powinienem być świadomym, iż przepowiedziane rzeczy staną się pewnego dnia rzeczywistością, ponieważ mniejsze z proroctw spełniały się z dnia na dzień.

Dokładnie przepowiedział śmierć Ricka [swego prawdziwego wnuka] na białym koniu. Przewidział, iż założę szkołę, będę pisać książki, założę rodzinę a nawet popełnię wiele błędów w czasie przyzwyczajania się do życia w społeczeństwie.

Ponieważ wszystko, co mi dotąd powiedział sprawdziło się nie wierzę, aby główne proroctwa dotyczące zniszczenia rodzaju ludzkiego miały być chybione, choć świadomość ta boli.

Pamiętam bardzo dobrze „noc czterech proroctw”, jak ją nazwałem, kiedy Dziadek po raz pierwszy powiedział nam o niej. Przebywaliśmy wówczas z nim od 5 lat i przyzwyczajeni byliśmy do jego przepowiedni.

Nasza zdolność do zrozumienia świata duchowego była tak rozwinięta, jak nasza zdolność do przeżycia i tropienia. To, co dla wielu innych było określane jako „paranormalne”, nas nie dziwiło, ponieważ cuda były częścią codziennego życia. Sam Dziadek był żyjącym cudem a wiele z rzeczy, które dokonywał co dnia mogłoby zostać uznane przez osoby postronne za cudowne. Mimo, iż byliśmy przygotowani duchowo, noc czterech proroctw przeraziła nas jak nic wcześniej nie było w stanie.

Cały dzień, bez chwili wytchnienia, wspinaliśmy się, udając się do miejsca, gdzie miał powstać nasz obóz. Był to szczyt wzgórza, który nazywam od tego czasu Wzgórzem Proroctw. Była to typowa letnia wyprawa: upał, wilgotność i kurz, bez oznak wody na naszej drodze. Jak zwykle co jakiś czas zatrzymywaliśmy się, aby rozglądać się po okolicy i przyglądać się wszystkiemu dookoła. Prowadziła nas ciekawość, która zmęczenie, upał i pragnienie spychała na dalsze plany.

Wielokrotnie w czasie wędrówki Dziadek zatrzymywał się i mówił nam o przetrwaniu, ale nie o tropieniu czy orientacji. Mówił o świadomości Ducha. Bardzo często mówił o przyszłości a najczęściej o przeszłości, bardzo dalekiej.

W pewnym momencie zatrzymaliśmy się w czasie podążania za tropem jelenia i za Dziadkiem udaliśmy się w gąszcz. Drzewa i krzewy wydawały się być tu zupełnie inne, niż w reszcie Pine Barrens i natychmiast zorientowałem się, iż była to stara osada albo gospodarstwo. Choć znikły już dawno wszelkie zabudowania, drzewa wyznaczały zarysy miejsca, gdzie niegdyś gościła ludzka cywilizacja. Przechodząc przez gęsto pokryte roślinnością okolice doszliśmy do kępy bardzo wysokich platanów. Ich gałęzie i pnie oplatały gęsto pnącza, a widok przywodził na myśl dżunglę, którą rzeczywiście przypominał. Gdy usiedliśmy poczuliśmy się jakby uduchowieni, tym bardziej, że zobaczyliśmy znajdujące się tam nagrobki.

Był to stary i prawdopodobnie zapomniany cmentarz, który zapewne służył osadzie, w której przed wieloma laty kwitło życie. Kamienie nagrobne były bardzo stare, niektóre przewróciły się, ale kilka sztuk jeszcze stało, choć żaden prosto. Deszcz zmył wiele z nazwisk i dat.

Byliśmy zarówno przerażeni jak i pełni respektu dla tego miejsca śmierci. Równocześnie dziwiliśmy się, w jaki sposób Dziadek odnalazł je z taką łatwością. Żaden z nas nigdy przedtem tutaj nie był. Dziadek też nic nigdy nie mówił o tym miejscu. Z jakiegoś jednak powodu zdawał się być tu przyciągany przez niewidzialną duchową siłę, przynajmniej niewidzialną dla nas. Podejrzewam teraz, patrząc na to z perspektywy wielu lat, iż widział on, że wyprawa ta będzie mieć dla nas wielką lekcją.

Podszedł on wkrótce do jednego grobu ukrytego w gęstych zaroślach, które delikatnie odsunął na bok. Po dłuższej chwili podeszliśmy tam. Z ledwością byliśmy w stanie przeczytać imię zmarłego i którąś z dat, ale u dołu widać było wyraźnie napis „12 lat”.

- Kim są ci ludzie? Kim był ten chłopiec – zapytał po chwili Dziadek. Ku czemu dążyli swą pracą i jakie były ich nadzieje, sny i wizje? Czy pracowali fizycznie czy może dla rzeczy niematerialnych, dla wyższego celu? Z pewnością wpłynęli na wszechobecnego Ducha, ale czy robili wszystko najlepiej jak tylko mogli, aby ułatwić przyszłość swym wnukom? A może nie robili nic więcej, a tylko napędzali mit zwany społeczeństwem? Czy byli szczęśliwi i radośni, przepełnieni duchem czy też wiedli życie wypełnione pracą i przeciętnością? A czy ten chłopiec, który tu leży żył blisko Ziemi i Stwórcy czy może porzucił swą młodość, swoje poczucie misji, aby pracować ciężko jak jego rodzice i przedtem ich rodzice? Ten chłopiec był w waszym wieku i przypuszczam, że miał marzenia i nadzieje, jakie macie wy. Ale to właśnie jego spuścizna. Leży w zapomnianym grobie.

- Ale Dziadku – powiedziałem – czy nie wystarczy być szczęśliwym i w pełni korzystać z życia?


Po dłuższej chwili milczenia, odpowiedział.

- Nie wystarczy, aby człowiek był szczęśliwy w swym ciele, bo musi być też szczęśliwym w duchu. Bez takiego szczęścia i błogosławieństwa życie jest płytkie. Kiedy nie doszukuje się Ducha, życie warte jest swą połowę i jest puste. Życie duchowe to nie spędzanie godzin, dni, czy tygodni w oddawaniu czci, ale poszukiwaniu cząstek ducha w każdej chwili dnia. Pytam was zatem: Czy ludzie ci poszukiwali duchowego oświecenie czy błogosławieństwa? A może poddali się i wiedli życie, które było niczym innym jak ciągłą pracą? Dawana im była każdego dnia szansa, tak samo jak wam dany zostanie wybór, czy chcecie poszukiwać Ducha czy zrezygnujecie z tego na rzecz bezowocnej pracy. Wynik będzie w tym przypadku zawsze jednaki: zapomniane sny zapomnianych ludzi leżących z zapomnianych grobach.

Nie jest ważne, aby każdy was zauważał lub pamiętał, ale aby pracować blisko Stwórcy i wpływać w pozytywny sposób na świadomość wszechobecnego Ducha i w ten sposób zbliżać świadomość ludzką do świadomości Stworzyciela.

Odeszliśmy z cmentarza bez słowa i skierowali w przeciwną stronę. Nim doszliśmy na miejsce, gdzie miał stanąć obóz zaszło Słońce i ochłodziło się. Gdy zbudowaliśmy szałasy i znaleźli jedzenie, czas zdawał się płynąć w inny sposób, gdyż moje myśli wciąż skupiały się na słowach usłyszanych na cmentarzu. Zastanawiałem się, czy mogę stać się podobny do tego chłopca, który leży w zapomnianej mogile. Czy myślałem tylko o ciele i nie pracowałem na tyle, aby dosięgnąć Ducha?

Wtedy właśnie zrozumiałem jeszcze bardziej sens tego, czego starał się on mnie nauczyć. Zdałem sobie sprawę, że powinienem żyć w taki sposób, jakbym miał następnego dnia już nie istnieć. Nikt nie może być bowiem pewien tego, co się wydarzy – tak, jak ów 12-letni chłopiec. Musimy więc żyć pełnią życia – w swym ciele, ale co najważniejsze, i w duszy. Nie jest ważne, aby wszyscy wokół wiedzieli kim jesteśmy, ale abyśmy dokonali pozytywnej zmiany w ziemskiej sile życia a przez to odnaleźli duchowy spokój i zetknęli się ze Stwórcą.

Usiadłem przy ognisku i odprężyłem się, wciąż rozmyślając o opuszczonym grobie. Dziadek także usiadł przy ognisku, zamknął oczy, ale wiedziałem, że nie śpi. W świetle płomieni wydawał się być kimś więcej aniżeli tylko człowiekiem. Potem po cichy nachylił się i odpowiedział na wiele pytań, które pojawiły się w mojej głowie. Czasem jego zdolności do czytania w myślach były irytujące i denerwował mnie fakt, iż wie, co jest w mojej głowie.

- Czy obserwowałeś kiedykolwiek stado biegusów na plaży, jak unoszą się na falach i gdy odnosi się wrażenie, że to nie pojedyncze ptaki, ale jeden organizm poruszający się na wodzie jak niepodzielna jednostka? Gdy podrywają się do lotu ich jedność staje się jeszcze bardziej zadziwiająca. W jednej chwili zwracają się w danym kierunku, a potem niespodziewanie stado przybiera nowy kurs – mówił. Jeśli przyjrzeć się im z bliska zauważymy, że żaden z ptaków samodzielnie nie podejmuje decyzji o odwrocie, ale zdaje się, że to Duch – zbiorowa świadomość, nieustannie przepływa przez stado. Gdy widzimy je z oddali, całe stado wydaje się być jednym zwierzęciem, jednym organizmem o jednej świadomości, zarządzanym przez grupę i kierowanych duchem wszystkich jego członków. Ta sama świadomość wypełnia człowieka, Przyrodę i Ziemię. Nazywamy ją „wszechobecnym Duchem” albo „siłą życia”. Przypuszczam, że – mówił dalej – istnieje jeden ptak, który tworzy myśl i która manifestuje się następnie u wszystkich innych. Jednostka ta wychodzi poza siebie i staje się tym samym, co całość. Tak też dzieje się, iż ptak porusza się w grupie, a grupa w jednym ptaku. Nie pytaj zatem jak możesz wpłynąć w pozytywny sposób na siłę życia, bo ten sam duch, który jest w ptakach znajduje się także w tobie. Jedna osoba, jedna idea, jedna myśl jest w stanie zawrócić społeczeństwo z drogi destrukcji, jaką dziś obiera. Pytaniem nie jest to, czy uczynimy różnicę, gdyż wszyscy ją czynimy, każdy z nas na swój sposób. To właśnie ta różnica jest istotna.

- Jeśli zatem żyjemy blisko z Duchem, szukamy duchowej przyjemności w jedności, wpłynie to ostatecznie na wszystko wokół – powiedziałem, choć zabrzmiało to bardziej jak kolejne pytanie.

- To nie wystarcza – odpowiedział. Poszukiwanie ducha samemu, na szczeblu osobistym jest egoizmem, zaś ci, którzy szukają duchowych królestw dla siebie nie pracują dla zmiany wszechobecnego Ducha. Oni oddalają się, uciekają od odpowiedzialności i używają swej wiedzy dla swej własnej gloryfikacji. Ale człowiek uduchowiony musi pracować dla pierwszorzędnej idei, znacznie bardziej szlachetnej od wywyższania siebie, aby móc wpłynąć na ducha, który zmieni kurs prowadzący do zniszczenia rodzaju ludzkiego.


Siedziałem przez długi czas w nocnej ciszy, starając się desperacko zrozumieć to, o czym Dziadek przed chwilą mi powiedział. Reasumując, samodoskonalenie się w duchu nie wystarczało. Liczył się wkład w duchowe oświecenie ludzkości. Praca dla samego siebie, osamotnienie w poszukiwaniu ducha, jest ucieczką od odpowiedzialności. Dziadek mówił, iż osoba uduchowiona musi czerpać wiedzę i myśl od Ziemi i wprowadzać ją do współczesnego społeczeństwa.

- Prowadzenie uduchowionego życia we współczesnym świecie jest najbardziej trudną ze wszystkich dróg – dodał wkrótce. To ścieżka bólu, izolacji, ale też jedyny sposób na to, aby nasza Wizja stała się rzeczywistością. Zatem prawdziwym wyzwaniem jest żyć według filozofii Ziemi wśród ludzi. Nie posiadamy kościołów i świątyń, gdzie musielibyśmy szukać spokoju, bo nasze świątyni znajdziemy w głuszy. Nie ma przywódców religijnych, bo u nas ich rolę spełniają nasze serca i Stworzyciel. Jest nas niewielu. Tylko kilku mówi w naszym języku i rozumie to, jak żyjemy. Musimy zatem pokonywać tą ścieżkę w osamotnieniu, gdyż każda wyprawa, każda wizja, jest wyjątkowa. Musimy jednak wejść do społeczeństwa, bo nasza wizja zginie, gdyż człowiek nie żyjący swą wizją jest jakby umarły za życia.

Rozmowa ustała na dłuższy czas. Pozostałem znowu sam z mymi myślami i wątpliwościami. Nie chciałem żyć w społeczeństwie, gdyż moim domem była dzika przyroda, moja miłość, moje życie i duch. Nie wiedziałem czemu człowiek nie może żyć wedle praw natury, z dala od problemów społeczeństw. Nie czułem presji ani nie znajdowałem powodu, dla którego miałbym wrócić do tego, co nauczyło mnie życie w społeczeństwie.

Głos Dziadka sprawił, że moje myśli rozpierzchły się.

- Ziemia umiera. Zniszczenie człowieka jest bliskie, tak bliskie, ze wszyscy musimy pracować, aby zawrócić ze ścieżki zniszczenia, po której stąpamy. Musimy płacić za grzechy naszych dziadków, gdyż przez długi czas stanowiliśmy społeczeństwo, które zabijało swe wnuki, aby nakarmić swe dzieci. Nie będzie spokoju i nie możemy od tego uciec. Już w przeszłości zbyt wielu tego dokonało. Łatwo jest wieść przepełnione duchowością życie z dala od ludzi, ale prawda Wizji w życiu duchowym może zostać przetestowana i stać się rzeczywistością tylko wtedy, gdy wiedzie się życie blisko ludzi.

- Skąd mam wiedzieć jak blisko jest do zniszczenia? – zapytałem.

- Miałem wizję – powiedział Dziadek. Była to wizja kresu ludzkiego rodzaju. Człowiekowi dano jednak przedtem cztery ostrzeżenia, z których dwa dadzą jeszcze człowiekowi szansę na zmianę swego postępowania, które pozwoli jeszcze dzieciom Ziemi uniknąć gniewu Stwórcy. Będą one czytelne i jasne dla ciebie i dla tych, którzy nauczyli się i słuchali Ducha Ziemi. Ale ci, którzy żyli jedynie dla ciała i wiedzą tylko o nim, nie będą wiedzieć niczego. Gdy te znaki, owe ostrzeżenia i proroctwa zamanifestują się, zrozumiecie o tym, o czym mówię. Potem zrozumiecie dlaczego człowiek nie powinien poszukiwać duchowego ukojenia tylko dla samego siebie, ale wprowadzić je do świadomości współczesnych ludzi.


CZTERY ZNAKI

Dziadek wędrował przez kilka lat a miał ich ponad 40 kiedy ukazana mu została prawda o czterech znakach. Siedział u wejścia Wiecznej Jaskini, kiedy nagle miał wizję. Widział siebie siedzącego u wejścia groty, oczekującego na wschód Słońca, kiedy nagle zbliżył się do niego duch wojownika. Czuł, że to stan pomiędzy snem a jawą, ale duch wkrótce przemówił do niego. Wymówił on jego imię i skinął na niego palcem, aby poszedł za nim.

Gdy Dziadek wstał niespodziewanie znalazł się w innym świecie. Znów myślał, iż śni, ale mógł odczuwać to, co dzieje się w tym godnym pożałowania krajobrazie, w innym czasie i przestrzeni.

- Istnieją pewne rzeczy, które ujawnią się i będą wyznaczać kres rodzaju ludzkiego – powiedział mu duch. Możesz nigdy ich sam nie ujrzeć, ale musisz pracować, aby zatrzymać ich rozwój a ostrzeżenie przekazać swym wnukom. W przyszłości może zdarzyć się wiele rzeczy, jeśli człowiek nie podporządkuje się prawom Stworzenia i samemu Stwórcy. Są cztery znaki, cztery ostrzeżenia, które zrozumieją tylko Dzieci Ziemi. Każde z nich oznacza początek możliwych przyszłych rozwiązań, a kiedy dane ostrzeżenie stanie się prawdą, tak samo będzie z przyszłością, którą wskazuje.

Wkrótce duch wojownika odszedł, a Dziadek pozostał sam w tym dziwnym nowym świecie…

ZNAK PIERWSZY

Świat, w którym się znajdował nie przypominał niczego, co widział wcześniej. Było to bardzo suche miejsce z nieliczną roślinnością. W oddali ujrzał wioskę, w której namioty wykonane były ze strzępów szmat. Gdy zbliżył się do niej poczuł odór śmierci. Słyszał płacz dzieci, jęki starców oraz krzyki rozpaczy. Znajdowały się tam stosy ciał oczekujących na spalenie, których twarze wskazywały wyraźnie na śmierć głodową. Bardziej przypominały one szkielety, zaś wszyscy, niezależnie od wieku, zdawali się wyglądać jednakowo. Ich niegdyś ciemna cera była teraz popielata. Gdy Dziadek wszedł do wsi, przeraził się. Dzieci ledwie stały na nogach, starzy dogorywali i wszędzie unosił się krzyk bólu i strachu. Odór ciał i ogarniające uczucie beznadziei owładnęło nim, zmuszając do opuszczenia tego miejsca.

Wkrótce pojawił się przed nim ktoś ze starszyzny mówiący w języku, którego Dziadek nie rozumiał. Niedługo jednak uświadomił sobie, że był to dusza człowieka, który niegdyś podążał drogą ducha, być może był szamanem wioski. Wówczas także zrozumiał to, co członek starszyzny starał się mu przekazać.

- Witaj w krainie, która zwana będzie „ziemią głodu” – powiedział uprzejmie. Pewnego dnia świat przyjrzy się temu z przerażeniem i obwiniać będzie za tą klęskę pogodę i planetę. Będzie to pierwsze ostrzeżenie dla ludzi, iż nie mogą oni żyć na przekór prawom Stworzenia, ani nie mogą walczyć z Naturą. Ale ta beznadziejna śmierć z głodu, której przygląda się świat poprzedzona zostanie jeszcze większą lekcją. Boje się jednak, że świat znów nie będzie winił siebie, ale Naturę. Nie dostrzega on bowiem, że to on stworzył to miejsce śmierci zmuszając tych ludzi do zakładania wielkich rodzin. Kiedy przekroczono naturalne prawa tej krainy, ludzie zaczęli głodować, jak głodują zimą jelenie, gdy jest ich zbyt wiele. Ludzi tych należało pozostawić samym sobie – mówił dalej. Kiedyś rozumieli jak żyć w harmonii z Ziemią a ich bogactwem był radość, miłość i pokój. Ale odebrano im to wszystko, kiedy świat uznał ich za prymitywną społeczność. Potem pokazano im jak uprawiać ziemię i żyć w mniej prymitywny sposób. To świat zmusił ich do życia poza prawami Kreacji a wskutek tego skazał ich na śmierć.

Człowiek wkrótce zaczął oddalać się w kierunku śmierci i rozpaczy. Odwrócił się po chwili i przekazał Dziadkowi ostatnie słowa:

- Będzie to pierwszy znak. Po tej klęsce głodu, jak i przed nią, nastąpią inne, ale żadna nie zwróci uwagi świata tak bardzo, jak ta. Dzieci Ziemi zrozumieją te lekcje pobierane wśród śmierci i bólu, ale świat dostrzeże tylko suszę i głów, obwiniając Naturę, nie siebie.

Kiedy zniknął starzec, Dziadek znalazł się w jaskini.

Dziadek położył się na ziemi myśląc o tym, co właśnie widział. Wiedział, że to wizja możliwej przyszłości i że duch wojownika zabrał go tam, aby dowiedział się, co może nas czekać. Dziadek wiedział, że na Ziemi istnieją głodujące ludy, ale zastanawiał się dlaczego ta jedna klęska ma być ważniejsza od wszystkich innych.

Wkrótce potem przypomniał sobie, iż członek starszyzny powiedział mu, iż cały świat zwróci na nią uwagę, ale nie zrozumie nauk, które niesie ze sobą głód. Śmierć wszystkich nie wniesie nic nowego.

Dziadek rozejrzał się wokół starając się przekonać, czy wciąż znajduje się w świecie wizji, czy też nie. Jak powiedział, wciąż było trudno odróżnić mu ją od rzeczywistości, choć czuł, że wrócił do swojego świata.

Jak wkrótce dodał, Wieczna Jaskinia była miejscem, gdzie otrzymywał wizje możliwej przyszłości, a wizje następowały zwykle u jej wejścia, nie zaś bezpośrednio w środku.

Wyczerpany fizycznie i emocjonalnie, Dziadek zapadł w głęboki sen, w którym po raz kolejny odwiedził go duch wojownika przypominając o pierwszych znakach.

- W czasie pierwszych lat głodu pojawi się pierwszy znak – mówił duch. Człowiek nękany będzie przez chorobę, chorobę, która przetoczy się przez kraje i nękać będzie masy. Białe płaszcze [lekarze/naukowcy], nie będą w stanie nic uczynić, z czego powstanie wielki płacz. Choroba ta pochodzić będzie od małp i szerzyć przez narkomanię i seks. Będzie wyniszczać człowieka od wewnątrz, przemieniając lekką dolegliwość w zabójczą chorobę [Jest to prawdopodobnie odniesienie do AIDS]. Ludzkość sprowadzi na siebie tą chorobę przez swój styl życia i oddalanie się od Natury. To również jest część pierwszego ostrzeżenia, ale człowiek po raz kolejny nie zwróci na to uwagi, dalej oddając się fałszywym bożkom.

Duch mówił dalej:

- Narkotyki wywołają wojny w miastach ludzi, ale powstaną przeciwko nim narody, przeciwko owej zabójczej chorobie. Ale będą walczyć w niewłaściwy sposób, goniąc nie za jej przyczyną, ale zwalczając objawy. Nie poradzą oni sobie z wojnami aż do czasu kiedy naród i społeczeństwo zmieni swe wartości. Właśnie wtedy, w tych latach, człowiek może zmienić swą prawdopodobną przyszłość. To właśnie wtedy zrozumieć może lekcje wynikające z głodu i chorób. Będzie jeszcze wtedy istnieć nadzieja. Ale kiedy pojawi się drugi z zapowiadanych znaków, Ziemi nie będzie można już leczyć na ciele. Wówczas przyszłość zmienić będzie mogło jedynie duchowe leczenie.

Mówiąc to duch wojownika opuścił Dziadka, który zapadł w głęboki sen, który miał go przygotować na objawienie drugiego ze znaków.

ZNAK DRUGI

Zniszczony przez kwaśne deszcze las w SudetachDziadek obudził się u wejścia do jaskini wciąż w swym umyśle mając słowa wojownika.

Gdy rozejrzał się wokół zobaczył jednak, iż wszystko się zmieniło. Krajobraz wydawał się być suchy, pozbawiony roślinności. Gdzieniegdzie widać było zdychające zwierzęta. Wszędzie unosił się odór a duszący pył i skwar czyniły to miejsce nieprzyjaznym człowiekowi. Patrząc w niebo Dziadek ujrzał Słońce, które wydawało się jednak większe i bardziej jasne. Na niebie nie ujrzał chmur ani ptaków. Powietrze wydawało się gęste. Wkrótce potem na niebie zaczęły ukazywać się ogromne dziury, zaś odgłos piorunów spowodował, iż trząsł się każdy kamyk w tej krainie.

Niebo zaczęło przypominać poranioną skórę, zaś przez owe rany zaczął sączyć się płyn składający się ze śmieci, ropy i martwych ryb. W jednej z owych szczelin ujrzał on ciała delfinów, ogromne kataklizmy i burze. Wkrótce potem oderwał wzrok od nieba a na trzęsącej się powierzchni Ziemi ujrzał piętrzące się do nieba sterty śmieci, wycięte lasy, zalane wybrzeża i wzbierające na sile burze. Z każdą chwilą Ziemia trzęsła się coraz gwałtowniej, jakby chciała pochłonąć stojącego na niej Indianina.

Nagle wszystko ustało, zaś niebo przejaśniło się. Z kurzawy wyłonił się też duch wojownika, który zatrzymał się koło Dziadka. Kiedy spojrzał on w jego twarz, ujrzał wielkie łzy spływające po policzkach na ziemię.

- Szczeliny w niebie – odezwał się duch po dłuższej chwili spoglądania na Dziadka.

- Szczeliny w niebie? – po chwili zapytał z niedowierzaniem.

Duch odrzekł po chwili:

- Będzie to drugi znak, że zniszczenie człowieka jest bliskie. Dziury w niebie, które widziałeś staną się rzeczywistością. Stanie się na początku drugiego znaku, że człowiek nie będzie już w stanie uleczyć planety. Musi on posłuchać ostrzeżenia i pracować jeszcze ciężej, aby zmienić przyszłość. Ale nie może być to tylko fizyczna praca. Musi też włożyć w to wysiłek duchowy, w modlitwę, gdyż tylko dzięki niej może mieć nadzieję na uleczenie i Ziemi i siebie.

Nastąpiła chwila ciszy, zaś Dziadek rozmyślał o dziurach w niebie, które wydawały się zupełnie niemożliwe. Duch zbliżył się do niego po chwili i rzekł, niemal szeptem:

- Dziury te to bezpośredni wynik ludzkiej działalności, życia, podróży oraz grzechów dziadków. Te dziury, drugi ze znaków, będą wyznaczać czas śmierci ich wnuków i staną się dziedzictwem człowieka, który oddalił się od Natury. W tym czasie zmieni się myślenie człowieka. Staną oni wobec wyboru, czy chcą dalej podążać ścieżką zniszczenia, albo tez powrócą do filozofii Ziemi i prostszego życia. Wtedy też musza podjąć decyzję… Albo wszyscy będą zgubieni.

Nie mówiąc już nic, duch oddalił się w pył.

TRZECI ZNAK

Dziadek spędził następne cztery godziny przy wejściu do jaskini, gdzie przez ten czas nikt z nim nie rozmawiał. Mówił, że był to czas wielkiego bólu i samotności i zmierzenia się z tym wszystkim, czego się dowiedział.

Dobrze wiedział, że wszystko to nie wydarzy się za jego życia, ale musiał przekazać smutne wieści innym osobom i to z taką samą siłą, z jaką on je otrzymał. Nie wiedział jednak, w jaki sposób ma wyjaśnić im te niewiarygodne rzeczy. Zrozumieliby je na pewno starsi i szamani plemienni, ale nie ludzie, w szczególności ci oddzieleni od Ziemi i Ducha.

Pozostawał on tam przez cztery następne dni, nie poruszając się i nosząc w sobie ciężar tego, co miał przekazać. Pod koniec czwartego dnia pojawiła się trzecia wizja. Kiedy spoglądał na zachodzące Słońce, zmieniło się ono w płyn, który stał się potem krwistoczerwony. Gdzie tylko sięgał jego wzrok, Dziadek widział czerwone niebo, wszędzie jednakowe. Wszystko wokół wydawało się drzemać – jakby czas, miejsce i przeznaczenie zatrzymane zostały przez krwawiące niebiosa. Wpatrywał się on w nie z przerażeniem przez długi czas, gdyż wcześniej nie widział niczego podobnego. Kolor nie pochodził od Natury, pochodził od człowieka i powodował nieprzyjemnie odczucie. Zdawał się palić Ziemię w miejscu wokół. Kiedy stała się noc, gwiazdy zaświeciły na czerwono. Zdawało się, że ta czerwień nigdy nie opuszcza niebios, pod których osłoną słychać płacz przerażonych i rannych.

Po raz kolejnym przed Dziadkiem pojawił się duch wojownika, choć tym razem po postacią głosu z nieba, który niczym piorun wstrząsnął okolicą.

- Oto jest trzeci znak – noc krwawiących gwiazd. Stanie się ona znana na całym świecie, ponieważ niebo nad każdą krainą przybierze kolor krwi, tak za dnia, jak i w nocy. Wówczas kiedy pojawi się trzeci znak, nie będzie więcej nadziei. Życie na Ziemi oraz rodzaj ludzki zbliżać się będą do swego końca i nie będzie już powrotów, fizycznych czy duchowych. Jeśli przy drugim ostrzeżeniu nic nie ulegnie zmianie, człowiek uświadomi sobie, ze jego zniszczenie jest na wyciągniecie ręki. Wówczas to Dzieci Ziemi będą spieszyć w kierunku dzikich miejsc, aby szukać tam schronienia. Kiedy już niebo krwawić będzie ogniem, nie będzie bezpiecznego miejsca w świecie ludzi.

Przerażony i dotknięty tymi słowami Dziadek usiadł, a głos kontynuował.

- Od tego czasu, kiedy gwiazdy zaczną krwawić do czasu pojawienia się czwartego znaku nastaną cztery okresy pokoju [jednoroczne]. Przez owy czas Dzieci Ziemi będą musiały wieść życie głęboko w głuszy i znaleźć nowy dom, bliżej Ziemi i Stwórcy. Wówczas przeżyją tylko Dzieci Ziemi, które żyć będą według jej filozofii i nie powrócą do myślenia człowieka. Przeżycie nie będzie wszystkim, gdyż muszą one znaleźć się też bliżej Ducha. Powiedz im zatem, aby nie wahali się, kiedy w gwiazdach pojawi się trzeci ze znaków, bo na ucieczkę będą jeszcze cztery wyznaczone pory.

Dziadek mówił, że głos i czerwone niebo utrzymywały się przez tydzień, potem zaś zniknęły tak szybko, jak się pierwej pojawiły.

CZWARTY ZNAK

Dziadek nie pamiętał jak wiele czasu spędził u wejścia do jaskini. Ostatniej nocy u wrót Wieczniej Jaskini głos dziecka objawił mu treść czwartej wizji.

- Czwarty i ostatni znak pojawiać się będzie przez dziesięć kolejnych zim od czasu, kiedy miało pojawiło się krwawe niebo. W tym czasie Ziemia uleczy się sama, a człowiek wyginie. Przez owe 10 lat – mówił głos – Dzieci Ziemi będą ukrywać się w dzikich ostępach, nie zakładając trwałych osad i unikając spotkań z innymi ludźmi. Muszą kryć się i walczyć z chęcią powrotu na drogę zniszczenia. Wielu z nich zabije ciekawość.

Po chwili Dziadek zadał pytanie:

- Co się zaś stanie z człowiekiem?

Zapadła długa cisza, potem zaś znów ozwał się głos:

- Na Ziemi zapanuje głód, którego nikt nie może pojąć. Woda zmieni się w truciznę grzechu ludzkiego płynąć będzie w wodach ziemi, jezior i rzek. Znikną plony, wymrą zwierzęta a choroby zdziesiątkują masy. Wnukowie żywić się będą ciałami zmarłych a wszystko wokół zamieni się w krzyk rozpaczy i cierpień. Bandy kanibali polować będą na ludzi, zaś wody będzie coraz mniej z każdym mijającym rokiem. Ziemia, woda i niebo – wszystko będzie zatrute, a człowiek będzie żyć pośród gniewu Stwórcy. Początkowo kryć będzie się w miastach, ale dosięgnie go tam śmierć. Kilku zbiegnie do głuszy, ale ona ich zabije, bo przedtem dano im wybór. Człowiek zniknie, jego miasta obrócą się w ruinę a wnuki zapłacą za błędy swych dziadków.

- Czy potem nie będzie już na nic nadziei? – zapytał dziadek.

Dziecko odezwało się znowu:

- Nadzieja istnieje jedynie w czasie pierwszego i drugiego znaku. Po trzecim, po krwawej nocy, nie będzie już nadziei, gdyż przeżyją tylko Dzieci Ziemi. Człowiek otrzyma te ostrzeżenia. Jeśli nie posłucha, nie będzie nadziei, bo tylko Dzieci Ziemi wymkną się ze szczypiec ludzkości - z uścisku jej niszczycielskiego myślenia. To oni przyniosą Ziemi nową nadzieję, żyjąc bliżej niej i bliżej Ducha.

Potem wszystko ucichło. Krajobraz rozjaśnił się i powrócił do normalnego wyglądu. Dziadek ocknął się. Wstrząśnięty wędrował jeszcze przez jakiś czas, aby zrozumieć w pełni to, co mu przekazano, starając się pojąć także to, czemu to właśnie on został wybrany.

Dziadek opowiedział mi tą historię bardzo szczegółowo w czasie nocy czterech proroctw. W ten sposób też jego wizja stała się częścią nas i naszych lęków. Siedziałem przez długo na wzgórzu. Ogień zgasł i wszyscy poszli spać. Tak samo, jak wszystko dookoła, oczekując aż minie najciemniejsza część nocy. Czułem się samotny.

Dziadek doznał tych wizji w latach 20-tych XX wieku.

Kontrowersje: Tom Brown (ur. 1950) jest znanym amerykańskim tropicielem i pisarzem, prowadzącym szkołę przetrwania, w której naucza metod, które przekazać miał mu legendarny Dziadek, czyli Skradający się Wilk (dziadek jego zmarłego w dzieciństwie przyjaciela, Ricka). Cały problem polega jednak na tym, iż niektórzy uważają Apacza-pustelnika za postać fikcyjną. Sam autor twierdzi, iż to pseudonim, pod którym się ukrywał. Odpowiedzi na piętrzące się pytania dotyczące także autentyczności proroctw, zna jedynie sam autor.
 Powrót do góry »
Zobacz profil autora
blackdance




Dołączył: 11 Lut 2008
Posty: 30
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Thorn

 Post Wysłany: Pon 18:34, 11 Lut 2008    Temat postu:

Wszystko ciekawe, interesujace,ale ile w tym jest prawdy ? Jakoś nie wierzę w to ...
 Powrót do góry »
Zobacz profil autora
NickolasXIII




Dołączył: 05 Mar 2008
Posty: 52
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: tam gdzie K***A nie dojedziesz

 Post Wysłany: Czw 20:19, 06 Mar 2008    Temat postu:

Ciekawe i moze w tym byc troche prawdy...ale nie przemawia do mnie tak żebym w to wierzył
 Powrót do góry »
Zobacz profil autora
a jak myślisz
Moderator



Dołączył: 10 Lut 2008
Posty: 150
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Międzyrzecz

 Post Wysłany: Pią 16:57, 07 Mar 2008    Temat postu:

Mi się skojarzyło to trochę z teoriami Anioła ze 'starego' forum.

Jakby nie patrzeć podobnych teorii jest ostatnimi czasy coraz więcej i coraz więcej starszych wychodzi na światło dzienne, więc trzeba przyznać, że "coś" w tym jest.

Na szczęście ciągle mamy szansę, że się nie spełnią.
 Powrót do góry »
Zobacz profil autora
Duch
Moderator



Dołączył: 14 Lut 2008
Posty: 539
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Wadowice

 Post Wysłany: Pią 21:46, 07 Mar 2008    Temat postu:

Nie wiem co o tym myśleć, ale czyta się rzeczywiście rewelacyjnie. Tacy jesteśmy zafascynowani kulturą wschodu, tymczasem Indianie byli bardzo uduchowieni.
 Powrót do góry »
Zobacz profil autora
Hunt




Dołączył: 10 Lut 2008
Posty: 373
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gdańsk

 Post Wysłany: Nie 4:33, 09 Mar 2008    Temat postu:

Książka?? Apacz?? Dziękuje do widzenia... Wink

Fantastyka przemieszana z komercją w dodatku jako promocja wydana w Nexusie...
 Powrót do góry »
Zobacz profil autora
Duch
Moderator



Dołączył: 14 Lut 2008
Posty: 539
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Wadowice

 Post Wysłany: Nie 11:42, 09 Mar 2008    Temat postu:

A co masz do Nexusa? Smile
 Powrót do góry »
Zobacz profil autora
Hunt




Dołączył: 10 Lut 2008
Posty: 373
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gdańsk

 Post Wysłany: Nie 18:05, 09 Mar 2008    Temat postu:

Kojarzy mi się z fenixem i nieznanym światem... (komercha/fantazy..)
 Powrót do góry »
Zobacz profil autora
19lukasz91




Dołączył: 20 Kwi 2008
Posty: 5
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5


 Post Wysłany: Nie 17:19, 20 Kwi 2008    Temat postu:

ja mysle ze to moze byc prawda ale krwawiace niebo nie oznacza krwi takiej np ludzkiej tylko gwiazdy i tak trzeba rozkminic kazde zdanie i wtedy uwierzycie;/;d
 Powrót do góry »
Zobacz profil autora
Duch
Moderator



Dołączył: 14 Lut 2008
Posty: 539
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Wadowice

 Post Wysłany: Wto 15:55, 17 Lut 2009    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]
 Powrót do góry »
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Forum www.ufoinfo.fora.pl Strona Główna » Przepowiednie » Skradający się Wilk - przepowiednie Apacza
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach




Solaris phpBB theme/template by Jakob Persson
Copyright © Jakob Persson 2003

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group